Andaluzja kojarzy się z palącym słońcem i gwarem nadmorskich kurortów, ale dla nas to przede wszystkim przestrzeń i surowość gór Sierra Nevada. To region, który karmi zmysły – od mauretańskiej architektury, przez zapach parzonej o poranku kawy, aż po ciszę białych miasteczek – zawieszonych na zboczach gór. Często pytacie: czy to dobre miejsce na wyprawę z kilkulatkiem? My podjęliśmy tę próbę, trzymając się naszych zasad – blisko natury i bez pośpiechu.

Gdybyśmy chcieli „objechać” całą Andaluzję, pewnie wybralibyśmy kampera. Ten pomysł kusi – nie wykluczamy, że wrócimy właśnie w tej formule. Bo jednak codzienne przemieszczanie się zwykłym autem, długie dystanse i check-in & check-out z 4-latkiem na pokładzie, to dla nas zaprzeczenie odpoczynku. Tym razem postawiliśmy na bazę stacjonarną. Wybraliśmy Granadę – miasto u podnóża najwyższego pasma Hiszpanii, które daje rzadki komfort: rano możesz wędrować po górskich szlakach, a po godzinie jazdy autem schłodzić stopy w Morzu Śródziemnym. Dni bywały różne, humory również – jak to w rodzinnym klimacie. Staraliśmy się po prostu być razem, słuchać potrzeb naszej trójki i nie pędzić. Efektem tej podróży jest poniższy mini-przewodnik. Rozsiądźcie się wygodnie.
Granada
…jako baza wypadowa w Sierra Nevada
Granada to miejsce, w którym góry dosłownie zaglądają Ci w okna. Nawet jeśli nie planujesz wielkich wypraw, Sierra Nevada upomni się o Twoją uwagę – ośnieżone górskie szczyty (nawet wiosną!) majaczą nad dachami kamienic niemal z każdego punktu widokowego. Nie skorzystać z tej bliskości, mieszkając u podnóża, byłoby po prostu… stratą.



Dla nas Granada stała się bramą do przygody. Szczególnie, że miejsca takie jak Hoya de la Mora są niemal na wyciągnięcie ręki. To niesamowite, że krętą drogą można wjechać autem na wysokość 2500 m n.p.m., zaparzyć kawę i po prostu patrzeć na świat z góry. Jeśli macie mało czasu, wpadnijcie tam chociaż na zachód słońca!

| O samej magii Granady, jej uliczkach, punktach widokowych i tapas, napiszemy w osobnym artykule: „Andaluzja w rytmie slow” – obiecujemy, że pojawi się szybciej, niż myślicie! |
Szlaki w Sierra Nevada
Sprawdzone stopami małego wędrowca
Często mówimy, że dziecko nie ogranicza, ale umówmy się – ono radykalnie zmienia nasze wybory. Przede wszystkim, nasz rodzinny pobyt nie ograniczał się do gór. Czas rozłożyliśmy na wędrówki, kąpiele morskie, spacery do lodziarni, kawiarni i innych spotów z pysznymi tapasami. Góry, były tylko częścią naszej podróży. Tym razem odpuściliśmy Mulhacén i Veletę, z uwagi na wysokość tych szczytów. Zamiast bicia rekordów, postawiliśmy na cierpliwość i radość z małych kroków. Nasze górskie plany zweryfikowały proste potrzeby 4-latka oraz czysty pragmatyzm – nasz syn rośnie jak na drożdżach, a noszenie kilkunastu kilogramów „żywego szczęścia” na plecach przez 15 kilometrów w andaluzyjskim słońcu, przerosłoby nawet najbardziej wysportowanego tatę. Toż to nie wielbłąd!
Z kilkunastu opcji wybraliśmy trzy trasy: dwa dłuższe szlaki i jeden krótki spacer, do punkty widokowego. Czy czujemy niedosyt? Wręcz przeciwnie. Jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani tym, co udało się przejść, a te niezdobyte szczyty – to dla nas najlepszy pretekst, żeby w Sierra Nevada jeszcze kiedyś wrócić. Bo na Mulhacén, Natalia nie miała jeszcze okazji wejść!
1. Hoya de la Mora – Mirador Virgen de las Nieves
Start: Hoya de la Mora | Dystans: 1 km | Suma podejść: 100 m

Wyobraźcie sobie rozgrzane do 35-40 C ulice Granady, na których powietrze się nie rusza. Latem ratunkiem i alternatywą staje się Hoya de la Mora – punkt widokowy położony na wysokości 2500 metrów n.p.m., gdzie zaczynają się szlaki w Sierra Nevada. Temperatura jest tam niższa o co najmniej 10C w porównaniu z Granadą. I można tu dojechać w 45 minut z centrum miasta. Stąd właśnie wyruszyliśmy na dwie z naszych wędrówek. Jedną – turbo krótką do punktu widokowego Mirador Virgen de las Nieves, bo entuzjazm naszego syna do gór chwilowo zgasł, równie szybko jak pojawiła się miłość do kąpieli morskich. Drugą zaś – całkiem udaną wyprawę do śniegów przy Lagunilla de la Virgen na wysokości 2950 m n.p.m.
Mirador Virgen de las Nieves – punkt widokowy, dostępny dla każdego. Podchodzimy ścieżką przecinającą drogę dojazdową do Velety, aż dotrzemy do rzeźby poświęconej Matce Boskiej Śnieżnej, jednemu z symboli Sierra Nevada. Przejście kilometra jaki dzieli parking i punkt widokowy, nie przedstawia większej trudności. Z tego miejsca można podziwiać panoramy Sierra Nevada i położonych u ich stóp dolin. Podejście jest krótkie, w dodatku niecałe 100 m przewyższenia – a jednak miejsce na piknik jest imponujące. To nie był niestety nasz dzień na dalsze wycieczki górskie i po krótkim, ale konsekwentnym strajku ze strony dziecka postanowiliśmy zawrócić do samochodu (i pojechać nad morze). Warto tu jednak zajrzeć przed zachodem słońca, najlepiej o złotej godzinie!


Mapa trasy
2. Hoya de la Mora – Lagunilla de la Virgen
Start: Hoya de la Mora | Dystans: ~ 11 km | Suma podejść: 450 m

Kolejną próbę podjęliśmy kilka dni później. Nauczeni doświadczeniem, postanowiliśmy odpowiednio przygotować się na wędrówkę z dzieckiem, w górach wysokich. Zaopatrzeni w nowego Jeepa Rubicona (w skali 1:32), za cel na ten dzień obraliśmy testy “terenówki” w warunkach śnieżnych. A ponieważ śnieg leżał na wysokości niemalże 3000 m n.p.m., nasz syn z chęcią ruszył pod górę, aby do tych śniegów dotrzeć spacerem.


To nieco poważniejsza trasa – niemal 11 km w obie strony i około 450 m podejścia. Trudy wynagradzają surowe krajobrazy i napotkane kozice. I chociaż tło pozostaje niemal niezmienne – górski krajobraz z jednej oraz głębokie doliny z drugiej strony – to sceneria wokół zmienia się kilkukrotnie. Na początku jest kamieniście i bardzo wietrznie. Potem przechodzi się przez nieczynne latem stoki narciarskie. Wśród licznych wyciągów, stacji kolejek i całej reszty narciarskiej infrastruktury, wyróżniają się olbrzymie paszcze rekinów i inne oceaniczne stwory. Zimą umilają pewnie narciarzom zabawę, ale latem wyglądają dość niecodziennie. Następnie mijamy obserwatorium astronomiczne oraz olbrzymi 30-metrowy radioteleskop, które wyglądają jakby były stacjami badawczymi na innej planecie. Pod koniec wycieczki wchodzimy w niesamowity krajobraz łąk wysokogórskich położonych wzdłuż strumyków, porośniętych zieloniutką trawą. Dzięki temu mieliśmy okazję obcować wśród krów i owiec.
Finalnie, docieramy do serii małych stawów polodowcowych znajdujących się powyżej 2900 m n.p.m. Laguny te położone są w pobliżu szczytu Veleta. Otoczenie stawów Lagunillas de la Virgen to już typowy wysokogórski krajobraz, który przy odrobinie szczęścia, łączy surową szarość skał z soczystą zielenią trawy, bielą śniegu, błękitem nieba oraz krystalicznie czystą wodą.




Osiągnęliśmy cel, mini Jeep Rubicon zrobił udaną jazdę próbną w śniegu, a mały człowiek naładowany adrenaliną przeszedł całą trasę powrotną do parkingu na własnych nogach. Wisienką na torcie był natomiast nieziemski, “ognisty” zachód słońca widziany z parkingu na wysokości 2500 m n.p.m.
Mapa trasy
3. Kanion Los Cahorros de Monachil
Start: Monachil | Dystans: ~7 km | Suma podejść: 300 m
Szukając interesującego szlaku do przejścia z dzieckiem – częściowo na plecach taty, mieliśmy kilka kryteriów: dystans do 10 km, obecność wody na szlaku (strumyk, jeziorko), jak najwięcej cienia (las, zadrzewienia, osłonięty wąwóz), teren widokowy i zróżnicowany. Takich miejsc w okolicach Granady nie brakuje – ostatecznie zdecydowaliśmy się na szlak położony w wąskim kanionie Los Cahorros de Monachil. Spełnił on oczekiwania i dodatkowo zapewnił nieco nieprzewidzianych atrakcji.

Dojazd do początku szlaku z centrum Granady to niespełna pół godziny jazdy. Parking Era de los Portachuelos to duży plac, gdzie ze spokojem zostawiliśmy samochód, żeby usmażył się na pełnym słońcu. Z parkingu zejście do wąwozu było dość łatwe i po 20 minutach znaleźliśmy się w na wąskim szlaku przecinającym co rusz płynący w dole potok. Atrakcji nie brakowało – niektóre dostarczały nawet dreszczyk emocji:
- Zacieniony strumyk w którym można zanurzyć nogi i zrobić piknik,
- Ławeczka nad przepływającą poniżej rzeczką, idealne miejsce na kolejny postój,
- Mosty wiszące wysoko – niektóre trochę się bujały przy przechodzeniu, co czyniło ich przejście jeszcze ciekawszym,
- Wąskie podesty nad przepływającym niżej strumykiem,
- Jaskinia, przez którą trzeba było przejść wzdłuż potoku, żeby kontynuować spacer szlakiem.




Było też kilka niespodzianek – oprócz wspomnianych mostów i jaskini, w kilku miejscach betonowy chodnik przyklejony do pionowej skały nie pozwalał na swobodne przejście. Momentami trzeba było nachylać się pod skalnym nawisem albo chwytać metalowych klamr, żeby nie stracić równowagi. Z dzieckiem w nosidle na plecach trzeba było wykazać się pewną siłą, dobrym balansem i pewnością siebie w pokonywaniu tych wąskich chodników. Wszystko to dostarczyło nam mnóstwa emocji, ale też satysfakcji z pokonania trudności.


Drogę powrotną wyznaczyliśmy spokojniejszym szlakiem, biegnącym po szutrowej drodze tak, aby zamknąć naszą trasę w pętli. Ten odcinek też okazał się niełatwy, głównie z uwagi na upał i ekspozycję na słońce. Ostatecznie pokonaliśmy jakieś 7 km oraz niewiele ponad 300 m przewyższenia. Niby niewiele, ale kanion sam w sobie był tak atrakcyjny, że zajęło nam to o wiele więcej czasu niż przypuszczaliśmy.
Mapa trasy
O czym warto pamiętać, idąc z dzieckiem w Sierra Nevada
Przygotowanie na wysokie temperatury, postoje i alternatywy w drodze, do podstawa. Pamiętajmy, że andaluzyjskie słońce potrafi „wyssać” z człowieka energię. Wybierajmy szlaki osiągalne dla dziecka, najlepiej zacienione lub położone wyżej (w zależności od wieku), gdzie temperatura jest odczuwalnie niższa. Nam bardzo pomagają wszelkie rzeki, strumyki i laguny. Postoje wśród zagajników – gdzie można zamoczyć nogi, spacer wzdłuż strumyka, wysokogórskie pastwiska – gdzie można obserwować zwierzęta, możliwość zabawy w śniegu – to motywatory, które pozwoliły nam zrealizować nasze wycieczki. O odpowiednich przekąskach i nawodnieniu nie będziemy pisać, traktując to jako standard każdej wycieczki, bez względu na pasmo górskie. Na wspomnianych trasach – nie ma schronisk górskich, jednak przy parkingu można zakupić lody, kawę i inne przekąski. A to zawsze umila wędrówkę…
Białe miasteczka ukryte w górach Sierra Nevada
…odkryjcie z nami Las Alpujarras
Podczas gdy północne stoki Sierra Nevada, te widoczne z Granady, zapraszają swoją dostępnością niczym do górskiej fortecy, to po drugiej stronie grani, góry te kryją niezwykłą historię, która jest zupełnie odmienna… Na południowych zboczach, powyżej 1000 m n.p.m., wśród głębokich wąwozów znajdziecie białe miasteczka – Las Alpujarras. Istotnie wyróżniają się one architekturą – domy zbudowane są na planie prostokąta, wtopione w górskie zbocza, z płaskimi dachami i charakterystycznymi spiczastymi kominami. Uliczki są wąskie i strome, czasem tak bardzo, że jedyną opcją jest pokonanie ich z pomocą schodów. “Ilość zakrętów i skrzyżowań zdezorientuje niejednego turystę i sprawi, że nawet prawdziwi geografowie mogą tu mieć problem z nawigacją” – powiedział Maciej, geograf z krwi i kości.

Las Alpujarras – odrobina historii
…i autentyczności
Po opanowaniu Półwyspu Iberyjskiego, obecną Hiszpanię zaczęli zasiedlać muzułmanie. Na południowych stokach Sierra Nevada Berberowie założyli małe miasteczka, architektonicznie przypominające ich osady z Afryki Północnej. Miejscowości te słynęły z doskonale rozwiniętego systemu irygacyjnego (hiszp. acequias), co umożliwiło z kolei rozwinięcie rolnictwa w tym trudnym terenie. Region stał się znaczący również dzięki produkcji jedwabiu, która była jednym z filarów gospodarki Emiratu Grenady. Położenie wysoko w górach, w głębokich wąwozach sprawiało zaś, że miejscowości te były naturalnymi twierdzami. Dlatego też, po upadku Grenady wielu muzułmanów, którzy nie chcieli przejść na chrześcijaństwo postanowiło osiedlić się w Alpujarras. Był to ostatni bastion ich kultury, który został ostatecznie zdobyty w XVI w. po stłumieniu ostatniej muzułmańskiej rebelii. Miejscowa ludność została wysiedlona, przybyli nowi osadnicy z Galicji i León, ale pomimo tego Alpujarras zachowały swój oryginalny charakter.


Dziś większość miejscowości to nadal oazy spokoju, gdzie masowa turystyka nie dotarła. Wiele tu jest małych, lokalnych biznesów, skupiających się na rękodziele i produkcji najsłynniejszej w Hiszpanii szynki (jamón serrano). Tutaj można poczuć klimat dawnej Andaluzji – mniej znanej, biedniejszej, lokalnej, ale nadal autentycznej. Wreszcie to, co wydało się najistotniejsze z naszej perspektywy – tutaj można poczuć atmosferę świata na uboczu, gdzie życie płynie spokojniej. Popijając wino z pobliskiej winnicy i zajadając szynkę z Trevelez, można podziwiać harmonijną całość stworzoną przez historię i krajobraz tego miejsca. To miejscowości, które pozwalają oderwać się od codzienności i w wolniejszym rytmie zanurzyć się w kulturze, tradycji i różnobarwnych smakach.




Oprócz wspomnianych walorów kulturowych, Las Alpujarras warto odwiedzić z uwagi na ich położenie. Takie miejscowości jak Capileira czy Trevelez są doskonałymi bazami wypadowymi w najwyższe partie Sierra Nevada. Dają możliwość wejścia nawet na sam Mulhacén – najwyższy szczyt kontynentalnej Hiszpanii. Górskie doliny oferują zaś łatwiejsze szlaki, które łączą walory krajobrazowe – pobliskie szczyty gór i przepastne doliny oraz architektoniczne – widoki na przepięknie położone wioski. Te białe miasteczka warto odwiedzić, poruszając się po południowych zboczach Sierra Nevada:
Pampaneira
Jest niewielka, wręcz kompaktowa – można ją spokojnie obejść podczas dłuższego spaceru. Za mała, by odwiedzały ją dzikie tłumy. Ma klimat górskiego miasteczka, gdzie nadal można kupić lokalne rękodzieło, zjeść tutejsze owoce i odpocząć w cieniu budynków na Placu Wolności (Plaza de la Libertad). Zachwyca swoją berberyjską architekturą z charakterystycznymi płaskimi dachami oraz kominami z nasadami. W 1982 roku została uznana za zespół historyczno-artystyczny, a do jej najważniejszych zabytków należą XVI-wieczny kościół św. Krzyża (Iglesia de la Santa Cruz) oraz tradycyjna fontanna San Antonio. Miasteczko słynie także z bogatej tradycji rzemieślniczej, oferując unikalne wyroby z tekstyliów, skóry czy szkła. Chyba nasza ulubiona miejscowość z wszystkich Las Alpujarras, które przyszło nam odwiedzić.
Capileira
Miejscowość położona najwyżej w niezwykle malowniczej dolinie rzeki Poqueira. Dzięki swej lokalizacji jest często wybieranym punktem początkowym wycieczek i spacerów w Sierra Nevada. Z racji leżącego wyżej schroniska Poqueira to doskonały punkt wypadowy na Mulhacen. Pętla z noclegiem w schronisku, wejściem na szczyt i zejściem z powrotem do Capileiry to pomysł na idealny górski weekend.
Trevelez
Miejscowość położona najgłębiej w górach. Już sam dojazd do Trevelez to przygoda – dla osób o mocnych nerwach i nie cierpiących na chorobę lokomocyjną. To stolica jamón serrano – tradycyjnie suszonej hiszpańskiej szynki. Widok restauracji, gdzie całe sufity usiane są podwieszonymi, suszącymi się świńskimi nogami może przerazić niejednego turystę. Jednak lokalny klimat i powietrze sprawiają, że tutejsze jamony to prawdziwe arcydzieło. Stąd jest też najbliżej na Mluhacen – szczyt leży w odległości zaledwie 5 km w linii prostej od samej miejscowości.
Lanjarón
Zachodnia brama Las Alpujarras – to chyba pierwsza miejscowość, w której można poczuć zmianę rytmu życia i urok andaluzyjskiej prowincji. Słynie między innymi z licznych źródeł wód mineralnych. Butelki wody Lanjarón można spotkać w większości sklepów w Hiszpanii. Tutejszy klimat – górski aczkolwiek łagodny, nie taki suchy jak wyżej położone miejscowości, z dużą ilością słońca. W połączeniu z wodami mineralnymi sprawił, że Lanjarón okazało się miejscem idealnym do założenia uzdrowiska w pierwszej połowie XIX wieku.



Andaluzja zachwyciła nas po raz kolejny. Sierra Nevada z polodowcowymi jeziorami, surowość krajobrazu i spokój białych miasteczek, takich jak Pampaneira, to miks idealny. To region stworzony dla tych, którzy kochają góry, trekkingi i podróże w rytmie slow – niezależnie od tego, czy jedziecie kamperem, czy wybieracie pobyt stacjonarny i mikrowyprawy.
Mamy tu jeszcze sporo szlaków do przejścia i kaw do wypicia z widokiem na szczyty. Andaluzjo, na pewno wrócimy!



